Kto stoi za Twoim Tekstem?

Warto się przedstawić:

Gabriela Kuc-Stefaniuk – absolwentka komparatystyki literackiej UJ, doktorantka na Wydziale Nauk Społecznych KUL (kierunek badań: semiotyczna koncepcja kultury w dyskursie antropologów amerykańskich); korektorka, redaktorka kilkudziesięciu książek naukowych (pedagogika, nauki społeczne, teologia, literatura) i popularnych (powieści, poradniki); tłumaczka; autorka artykułów i felietonów do magazynu społeczno-kulturalnego „Przez Pryzmat”; lektorka j. polskiego w języku angielskim; badaczka literatury i języka, nauczycielka j. polskiego i francuskiego; założycielka Twojego Tekstu – wszystkie swoje umiejętności wykorzystuje w tej działalności.

Zapraszam na profil na fb:

https://www.facebook.com/twojtekst/?fref=nf

O ginącym dopełniaczu

Dawno, dawno temu w bardzo małej miejscowości był sobie sklep spożywczy. Do sklepu przychodziła mała dziewczynka, robiła zakupy u bardzo miłej pani Frani. Dziewczynka lubiła panią Franię, śmieszyło ją tylko trochę, gdy pani Frania zamawiała pieczywo u dostawcy z piekarni, mówiąc: „No to na jutro 10 chleby poproszę.” No ale to było w małym sklepie, w małej miejscowości dawno, dawno temu…

I okazało się, że pani Frania przeciera szlaki językowej rzeczywistości XXI wieku! Dopełniacz ginie. Pani w reklamie umie korzystać z tabletu i kupować w internecie, gdy wyzwania matki zaczynają ją przerastać: „Potrzebuję spacerówki albo chociaż wygodne nosidełko!” – woła. Za dużo ma jednak na głowie, żeby myśleć o dopełniaczu.
Po pierwsze mamy tu przykład niekonsekwencji. Spacerówce udało się jakoś dokleić końcówkę dopełniacza, ale nosidełku już nie.

Po kolei: Potrzebuję-kogo? czego? -spacerówki, a nie kogo? co? (biernik) „spacerówkę”
Analogicznie: potrzebuję -kogo? czego? – nosidełka, a nie kogo? co? „nosidełko”

Biernik coraz częściej wypiera dopełniacz, chyba dlatego, że mniej się musimy nakombinować z końcówką.
Problem z dopełniaczem ma stale bohater jednego z programów dla dzieci, Detektyw Łodyga. Najczęściej wtedy, kiedy wymienia elementy potrzebne do przeprowadzenia swoich eksperymentów. Gdy się czegoś potrzebuje, to przed wszystkim w dopełniaczu,
a więc nie potrzebuje się:
„korek”, tylko-kogo? czego?-korka
„ołówek”, tylko-kogo? czego?-ołówka
„kartkę”, tylko – kogo? czego? – kartki.
Dopełniacza nie lubią jednak osoby występujące w mediach, gazety, wszystko to, co wpływa na nasze zwyczaje językowe. Może, zgodnie z powiedzeniem, że trzeba zacząć zawsze porządki od własnego podwórka, sami zaczniemy we własnym codziennym języku chronić dopełniacz przed zanikiem, skoro już go ktoś kiedyś powołał do życia?

Lek na pamięć.

„Świat jest cudowny, ale nasza pamięć słaba i mdła. Naprawdę pozostaje w niej tylko to, co zostało zanotowane ołówkiem na papierze.” (A. Wajda, „Kino i reszta świata. Autobigrafia”, wyd. Znak, Kraków 2013, s. 310)

Reżyser miał tu na myśli swój szkicownik. Rysował w nim przelotnie chwytane obrazy otaczającego go świata. To jednak odnosi się nie tylko do rysunków. Z zapisywaniem jest podobnie. O tym, że czytanie poprawia pamięć, koncentrację, o wzbogacaniu słownictwa nie wspominając, pisać już chyba nie trzeba (a może właśnie trzeba, wciąż i wciąż i na nowo?…). Jeszcze lepszy skutek daje notowanie. Tak, tak, wydaje się to nie do zrealizowania w szalonym świecie, który szybciej wyposaża nas w stres niż w długopis, ale naprawdę warto spróbować. Wystarczy zapisać w małym notatniczku krótkie słowo, którego znaczenia do tej pory nie znaliśmy, zdanie, które do nas przemawia, cytat z czytanej książki warty przemyślenia, śmieszną anegdotę usłyszaną przypadkowo w tramwaju czy w kolejce w McDonaldzie. Zacznijmy trening: raz na tydzień uzupełniamy notatniczek i raz na tydzień czytamy to, co już w nim jest. Z kolejnymi tygodniami zwiększamy intensywność ćwiczenia. Nierealne? Na pewno prostsze niż Skalpel! Miej kaloryfer na brzuchu i dokręć uszczelki w głowie! Już po kilku seansach zauważysz, że wyostrzył Ci się zmysł obserwacji, łatwiej Ci się skupić i jakoś tak lżej się myśli. Może małe postanowienie na drugą połowę lata: zaczynamy patrzeć na świat przez pryzmat słów.

Czy rękawiczkom jest zimno? O ubieraniu.

O „ubieraniu” ubrań czy butów pisze i mówi wielu językoznawców, mimo to wciąż słyszymy w mediach i codziennych rozmowach, że ktoś „ubiera sukienkę”, „ubiera buty”, „ubiera czapkę”. Słabej jakości jest chyba nasza odzież, skoro tak jej zimno… Trzeba do sprawy podejść logicznie, bez analiz językoznawczych:

Ubierasz kogoś lub coś (siebie, dziecko, lalkę), żeby było cieplej albo ładniej. Butów i rękawiczek przed chłodem chronić nie trzeba. Jeśli chcemy, żeby wyglądały ładniej, możemy je ozdobić.

„Ubrać” oznacza „założyć coś”.

Jak możesz „ubrać” buty? Może szpitalne ochraniacze byłyby tu pomocne…Krawatu też raczej nie ubieraj, może się pognieść i koniec z elegancją. Najlepiej zostaw je w spokoju i po prostu je wkładaj, a nie „ubieraj”.

Przykłady:

Źle: „ubierz spodnie”, dobrze: „włóż spodnie”.

Źle: „ubierz mu kurtkę”, dobrze: „ubierz go” lub „załóż mu kurtkę”

Pamiętajmy:

Ubieramy człowieka, lalkę, misia, psa (np.w skafanderek).

Sukienki, spodnie i rękawiczki wkładamy lub zakładamy.

Witamy!

Zapraszamy do zaglądania na nasz blog. Będziemy tu publikować wszystko, co wiąże się z językiem, żywym słowem, jego użyciem, znaczeniami, możliwościami. Słowo ma moc, zabawa językiem to świetna rozrywka, umiejętne posługiwanie się nim jest sztuką. Nie pozwólmy, by rozważne gospodarowanie słowem zanikało. Nie zaniedbujmy językowej poprawności, używajmy języka rozważnie i świadomie.Nasze słowa – i mówione, i pisane – świadczą o nas.